Poranna rosa wciąż osiadała na różach, gdy usłyszałam stukot drogich obcasów na mojej ścieżce w ogrodzie.
Nie musiałam patrzeć w górę, żeby wiedzieć, kto to jest. Tylko jedna osoba odważyłaby się założyć Louboutiny, żeby deptać po cennym ogrodzie mojego ojca.

„Madeline?” Jej głos ociekał fałszywą słodyczą. „Wciąż bawisz się w ziemi, jak widzę.”
Kontynuowałam przycinanie białych róż mojego ojca—tych, które zasadził na mój dzień ślubu.
Ślub, który zakończył się aktami rozwodowymi, a mój były mąż uciekł z kobietą stojącą teraz za mną.
„Cześć, Haley.”
„Wiesz, po co tu jestem.” Zbliżyła się, jej cień padł na kwietnik.
„Odczyt testamentu jest jutro, a Holden i ja uważamy, że najlepiej będzie, jeśli omówimy sprawy… cywilizowanie.”