„Nie potrzebuję ani tego dziecka, ani tej baby!” — wrzeszczał mąż
— Jesteśmy gotowi przedstawić…
— Mają takie same pieprzyki na lewym ramieniu, — przerwała Inga cicho, ale stanowczo.
— Roma i Giennadij.
W kształcie półksiężyca.
— Pieprzyki o niczym nie świadczą! — Giennadij zerwał się.
— To przypadek.
Nie mam pewności, że to moje dziecko, rozumiecie?
Sędzia westchnął i potarł nasadę nosa.
Inga zrozumiała, że takich jak Giennadij widział setki razy.
— Dobrze, — sędzia oparł się o oparcie fotela.
— W takim razie przechodzimy do podziału majątku.
Wspólny majątek obejmuje mieszkanie, dwa samochody…