Przez pięć lat żyłem z duchami. Nie z tymi, które brzęczą łańcuchami czy szepczą na strychu, ale z tymi, które siedzą z tobą przy stole, a ich milczenie przygniata ciężarem.
Był duch mojej żony, Laury — jej śmiech był już tylko bladym echem w korytarzach naszego domu.
