„Tak” – odpowiedziałem cicho. „Bo taki właśnie jestem”.
Andreea wyszła z kuchni, wycierając ręce w ręcznik.
Nie była elegancko ubrana. Miała na sobie prosty T-shirt, a włosy miała niedbale związane. Zmęczona po zmianie, ale z ciepłym spojrzeniem.
„Dzień dobry” – powiedziała uprzejmie.
Mama długo się na nią patrzyła.
Potem wróciła do domu.
Kanapa nie była droga, ale czysta. Regał był pełen książek. Na najwyższej półce stał mój dyplom, prosto oprawiony, a nie złocony, jak by sobie tego życzyła.
„Wyglądasz… dobrze” – powiedziała mama niemal szeptem.
„Nic mi nie jest” – odpowiedziałem.
I to była prawda.