„Mamy kilka pytań dotyczących tego, co się stało w garażu”.
Ścisnął mi się żołądek. Wszystko, co się wydarzyło, wydawało się złym snem, ale krew na palcach mówiła co innego. Próbowałem mówić, ale gardło mi się ścisnęło. Policjant uniósł notes i powiedział:
„Nie musisz teraz mówić wszystkiego”. Po prostu wiedz, że to, co wysłałeś… dotarło tam, gdzie miało trafić.
Wtedy wiedziałem, że wiadomość została dostarczona. Że zaszyfrowane akta, wszystkie dowody, wszystko, co po cichu gromadziłem latami, dotarło do dziennikarki. A ona, w swoim spokojnym i metodycznym stylu, robiła już to, co umiała najlepiej: mówiła prawdę.