— Przepraszam — wyszeptał mój mąż, unikając mojego wzroku.
Ledwo mogłam złapać oddech, ściskając w drżących dłoniach wyniki badań. — Przepraszam? — powtórzyłam, głos mi się łamał.
Skinął głową, wziął kurtkę, wyszedł i nigdy się nie obejrzał.
Tej nocy cisza w naszym domu była cięższa niż sama diagnoza.
Maleństwo we mnie delikatnie kopnęło, jakby przypominając, że nie jestem naprawdę sama.