Milionerka zapukała do drzwi najskromniejszego domu jednej ze swoich pracownic
— Masz samochód?
— Nie.
Laura odwróciła głowę do Any, która stała przestraszona w drzwiach.
— Kierowca dzwoni. Już.
W niecałe dziesięć minut dziecko było owinięte w koc, a Laura siedziała na tylnym siedzeniu samochodu, trzymając go na kolanach. Nie przejmowała się, że pobrudzi sobie ubranie. To nie miało znaczenia.
W szpitalu wszystko potoczyło się szybko. Lekarz ją rozpoznał, skinął głową, szepnął coś pielęgniarkom. Dziecko zostało natychmiast przewiezione na oddział ratunkowy.
Ion siedział na krześle, z dzieckiem śpiącym na piersi, z pustym wzrokiem.
— Nic mu nie będzie — powiedziała Laura, nie będąc do końca pewna, czy to prawda.