Milioner podążał za biedną dziewczynką, która codziennie zabierała jeg

Dziewczynka mijała jasne witryny sklepowe, ruchliwe ulice, miejsca, gdzie życie wydawało się pełne i głośne. Potem skręciła w węższe uliczki. Ciemniejsze. Z popękanymi chodnikami i migającymi latarniami.

Jonathan zwolnił kroku.

Zatrzymała się przy małym, rozpadającym się domu na skraju dzielnicy. Jedno okno. Zardzewiała brama. Brak światła.

Dziewczynka zapukała cicho.

Drzwi się otworzyły.

W środku Jonathan zobaczył coś, czego nie pokazała mu żadna prezentacja w sali konferencyjnej.

Pięcioro małych dzieci rzuciło się w jej stronę.

— „Dostałaś, Ana?”

— „Jest dziś ryż?”

— „Dali kurczaka?”