Dziewczynka mijała jasne witryny sklepowe, ruchliwe ulice, miejsca, gdzie życie wydawało się pełne i głośne. Potem skręciła w węższe uliczki. Ciemniejsze. Z popękanymi chodnikami i migającymi latarniami.
Jonathan zwolnił kroku.
Zatrzymała się przy małym, rozpadającym się domu na skraju dzielnicy. Jedno okno. Zardzewiała brama. Brak światła.
Dziewczynka zapukała cicho.