Szeptająca kaplica
Kaplica tego sobotniego popołudnia tonęła w łagodnym świetle. Złote promienie słońca wpadały przez witraże, rysując jasne wzory na rzędach wypolerowanych ławek. Jednak ciche szepty gości prawie zagłuszały dźwięk organów.
Emily Parker, młoda niania, stała nerwowo przy ołtarzu. Miała na sobie wyblakłą niebieską sukienkę, a na niej prosty welon, który mocowała drżącymi rękami.
W dłoni trzymała pojedynczą różową goździk — jedyny kwiat, na jaki mogła sobie pozwolić.
Obok niej stał Michael Turner, jej narzeczony. Jego marynarka była znoszona, a mankiety koszuli postrzępione.
Wyglądał jak nie na miejscu pośród jedwabnych szali i błyszczących sukienek. Goście wymieniali rozbawione spojrzenia; niektórzy cicho chichotali, inni wcale nie kryli szyderczego uśmiechu.
Kobieta w pierwszym rzędzie powiedziała na tyle głośno, że wielu mogło usłyszeć: