— Musisz z nim porozmawiać, żeby uwierzył, że potrafi — powiedział Matei z dziwną jak na swój wiek pewnością siebie.
Eduard, przyzwyczajony wierzyć tylko w naukę, milczał.
Matei wziął małe rączki Valerii i zaczął nimi powoli poruszać, nucąc starą kołysankę, której nauczyła go matka. To była prosta, lecz łagodna melodia, jakby przywodziła na myśl spokój letnich wieczorów na rumuńskiej wsi, kiedy babcie układały wnuki do snu pod rozgwieżdżonym niebem.
Waleria uśmiechnęła się po raz pierwszy w tym pokoju. Próbowała lekko unieść nogi. Lekarz wstrzymał oddech, wiedząc, że z medycznego punktu widzenia jest to prawie niemożliwe. A jednak dziewczynka zdołała poruszyć kolanami, słabo, ale wyraźnie.
„Widziałeś? Potrafi” – powiedział Matei z pogodą ducha, która przeczyła logice.