Snejana rumieniła się, lecz szła dalej. Była profesjonalistką, nie trofeum. Boris obdarzał ją drobnymi prezentami: czekoladki, kwiaty, jedwabne szaliki. Nie chciał jej kupić – chciał zdobyć jej serce, a ona pragnęła równorzędnej relacji.
Nadszedł dzień spotkania z rodzicami Borisa. Ojciec zmierzył Snejanę chłodnym spojrzeniem:
– Więc to wiejska dziewczyna…
– To kobieta, którą kocham i która wszystko osiągnęła własnymi rękami – wtrącił Boris.
Matka chłodno uśmiechnęła się:
– Mamy już bardziej odpowiednią kandydatkę.
– Decyduję ja – zakończył Boris. – Poślubię Snejanę.
Na weselu rodzice Snejany przynieśli swoje skromne dary: sery, miód, warzywa. Było to wszystko, co mieli, ale pełne serca. Ktoś wyszeptał złośliwie:
– Najpierw dajmy spróbować labradorowi…
Gorsze było, gdy ojciec Borisa położył kopertę pełną pieniędzy przed rodzicami Snejany: