„Proszę, nie rób mi krzywdy, nie mogę…” – błagał syn wielkiego dyrektora… aż do momentu, gdy biedna dziewczyna

— A teraz? — zapytała.

— Teraz mnie szukają — powiedział — Nie po to, żeby mnie ratować. Ale żeby mnie cofnąć.

Sofia dużo myślała. Potem podjęła decyzję.

Piątego dnia zabrała go do wciąż działającego automatu telefonicznego. Kazała mu zadzwonić pod jeden numer. Pod jeden, który znała na pewno.

— Powiedz prawdę — powiedziała mu — Reszta to nie twoja sprawa.

Kiedy wszystko wyszło na jaw, miasto przemówiło. Telewizory ryczały. Dyrektor upadł. Ludzie zostali aresztowani.

Sofia o nic nie prosiła.

Przyjechali pracownicy socjalni. Zabrali Andrieja. Płakał. Zadzwonił do niej. Została sama, ze swoim pluszowym misiem i brudnymi rękami.

Ale nie na długo.