Na początku nikt nie zwrócił uwagi na hałas. To był tylko odległy szum. Potem zrobił się głośniejszy. Znacznie głośniejszy.
Muzyka nagle ucichła.
Wszyscy spojrzeli w górę.
Nad ogrodem powoli opadał czarny helikopter, gwałtownie wirując w powietrzu. Serwetki fruwały, szklanki przewracały się, sukienki łopotały.
Clara zamarła.
„Co to, do cholery, jest?” – wyszeptał ktoś.
Helikopter wylądował na otwartym polu za ośrodkiem, gdzie ludzie zazwyczaj robili zdjęcia o zachodzie słońca. W powietrze wzbił się kurz.
Pierwszy zszedł mężczyzna w ciemnym garniturze. Prosto, poważnie. Rozejrzał się, a potem podszedł prosto do Any.
Wszyscy milczeli.