Z każdym dniem nasz mały domek zamieniał się w prawdziwy dom. Dzieci odrabiały lekcje przy stole, a ja przygotowywałam jedzenie na starym piecu. Zapach jarzynowej zupy i chleba pieczonego na blasze wypełniał pokoje i po raz pierwszy od dawna poczułam, że gdzieś przynależę.
Patrząc na Andrieja i Irinę, wiedziałam, że moja decyzja była słuszna. Zrozumiałam, że do szczęścia nie potrzeba pałaców, drogich dywanów ani aprobaty innych. Potrzeba tylko odwagi, miłości i siły, by powiedzieć „Dość”.
I powiedziałem to.
I w tym „Dość” narodziła się nasza wolność.