Stanęłam przy wejściu, odgarniając kosmyk włosów z twarzy. To właśnie tam zauważyłam Rika, kierownika sklepu, przy kasach. Uśmiechnęłam się półgębkiem i podeszłam bliżej.
„Jak się ma Glenda?” zapytałam. Mój głos był chrapliwy, bardziej niż się spodziewałam.
„Ma się znacznie lepiej, Ariel,” odpowiedział. „Wciąż mówi, jak byłaś dla niej uprzejma po operacji. Twierdzi, że masz magiczne ręce.”
„Ona po prostu lubiła te desery, które jej przynosiłam,” powiedziałam, śmiejąc się. „Wciąż kłócą się, która ma nakarmić kota. Celia ma projekt naukowy o grzybie rosnącym gdzieś w jej szafie, a Ara jest smutna, ponieważ jej drużyna nie dotarła do finału. Zatem… walczymy.”
Uśmiechnął się ponownie, a następnie wrócił do swoich zadań. Wzięłam wózek i pozwoliłam sobie na pierwszy prawdziwy oddech w ciągu dnia.
Sklep był pełen ludzi – ta pora szczytowa w czwartek wieczorem przypominała o dobrych manierach dawno zapomnianych przez wszystkich. Wózki głośno skrzypiały. Dziecko w alejce z płatkami śniadaniowymi głośno płakało. Na głośnikach brzmiała reklama świeżego pieczonego kurczaka.