Dla większości ludzi mój ojczym, Marek, był po prostu “facetem od betonu”. Przez ćwierć wieku, dzień w dzień, zakładał ten sam sprany kombinezon, ciężkie buty i szedł na budowę. Jego dłonie były twarde, poryte bliznami i wiecznie niedomyte od pyłu cementowego. Ale to właśnie te dłonie sfinansowały każdy mój podręcznik, każdy kurs językowy i każdą opłatę za czesne na prestiżowym uniwersytecie. 👷♂️📚
Marek nie był moim biologicznym ojcem, ale to on był przy mnie, gdy płakałam nad matematyką, i to on powtarzał mi: „Córeczko, ja dźwigam cegły, żebyś ty mogła dźwigać tylko pióro. Nie zmarnuj tego”.